fbpx
kultura szczupłości obsesja wagi waga i miara

Kultura szczupłości

Ze zjawiskiem powszechnie znanym jako kultura szczupłości mamy styczność od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Coś, co wyglądało na pewien fenomen ograniczony do praktycznie jednego miejsca na Ziemi (początki bowiem dotyczyło społeczności samego Hollywood), za sprawą masowego przekazu, stało się, cóż… dostępne dla mas właśnie. Zjawisko to przyczyniło się do zmian w postrzeganiu ciała i wywarło ogromny wpływ na ludzkość.

Szczupła sylwetka wyznacznikiem piękna, zdrowia i szczęścia. Czy na pewno?

Telewizja, kolorowe magazyny, okładki i przemysł kosmetyczny zaczęły forsować założenie, że w szczupłej sylwetce kryje się klucz do piękna. Najpierw rygorystyczne standardy odnośnie wymiarów ciała i jego kształtów ograniczały się do obszaru estetyki. Bądź szczupły, a będziesz piękny. Jednakże dość szybko zorientowano się, że przekaz ten można zintensyfikować. Szczupła sylwetka już wkrótce miała nie tylko stać się wyznacznikiem piękna, ale też sukcesu, szczęścia, zdrowia, by w ostatnich latach wyrażać pewną moralność i społeczną wrażliwość.

Jakie są skutki tego pokrótce opisanego procesu? Pandemia otyłości, epidemia zaburzeń odżywiania, z roku na rok coraz niższe samopoczucie i samoocena młodych pokoleń pod względem subiektywnie odczuwalnej atrakcyjności, ruchy przeciwne, głoszące poglądy, że tak naprawdę otyłość nie jest stanem medycznym, a wyrazem społecznej dezaprobaty- nurt niebezpiecznie przypominający ruch antypsychiatryczny lat sześćdziesiątych.

Kultura szczupłości narzucana przez media i kinematografię

Dzisiaj młodzież ma więcej kontaktu z wyidealizowanym obrazem ludzkiego ciała niż wcześniejsze pokolenia. Jeszcze 20-30 lat temu szczupła aktorka czy umięśniony bohater byli pewnymi drugorzędnymi elementami życia towarzyskiego ówczesnych ludzi. Czas przed ekranem był zdecydowanie krótszy, a co za tym idzie kontakt z nierzeczywistością (czy rzeczywistością wirtualną) był znacznie bardziej ograniczony. Można jeszcze dziś usłyszeć starsze pokolenie, wspominające czasy, kiedy to wypożyczało się kasetę VHS, aby raz na tydzień oglądać wspólnie w szerszym gronie zagraniczny film. Nie każde też dzieło kinematografii aż tak bardzo podkreślało znaczenie sylwetki. Gdy już się pojawiał element atrakcyjności, zazwyczaj bywał wpisany w szerszą romantyczną fabułę.

Dziś, w przeciwieństwie do tamtych, jakby się mogło wydawać „niewinnych” czasów, młode pokolenie jest wychowywane w ciągłym kontakcie z ekranem, w którym to świecie dominują zmodyfikowane sylwetki aktorów, poddawanych ciężkim treningom sześć razy w tygodniu. Dość powszechnie znany jest cytat jednego ze sławnych aktorów:

„Dziś aktor nie musi grać, musi chodzić regularnie na siłownię”.

Kultura szczupłości w Polsce i Europie

Kultura szczupłości dominuje w Europie od lat siedemdziesiątych, kiedy to najpierw opanowała kino, następnie przemysł kosmetyczny i po części też zdrowotny oraz modę w całości.

W Polsce z wiadomych przyczyn geopolitycznych, proces rozpoczął się w latach dziewięćdziesiątych, gdy wszystko przyspieszyła transformacja ustrojowa. Kraj otworzył się na silnie obecne już w tym czasie standardy szczupłości Europy Zachodniej. Za ten czas przyjmuje się również w naszym kraju początek trwającej po dziś dzień epidemii zaburzeń odżywiania, gdyż te dwa zjawiska niczym idealizacja i dewaluacja zawsze idą w parze.

Następny krok – pornografizacja ciała

Kolejne pokolenia wyrastały na filmach kultywując swoje nierealistyczne wymagania co do ciała i wyglądu. Dalsze zaabsorbowanie ciałem jako podstawowym wyznacznikiem tożsamości oraz wartości społecznej sprowokowało kolejny proces – tzw. pornografizację ciała.

To sprawdzenie tego, jak wyglądam do przydatności, rozumianej jako spełnienie standardów seksualnych, gwarantujących zaspokojenie seksualne innych osób. Istnieje już powszechny ogromny nacisk na rozwijanie kultury fizycznej, muskulatury (w przypadku mężczyzn) oraz przestrzegania określonych diet i również ćwiczenia (kobiety). Ideał ciała to młoda, piękna, wyrzeźbiona sylwetka sprowadzona do ekstremalnej atrakcyjności fizycznej. Takie zjawisko nie pozostało bez dalekosiężnych następstw np. relacje między osobami (zwane jeszcze romantycznymi) zostały sprowadzone z kolei do wzajemnej oceny i akceptacji atrakcyjności fizycznej.

Człowiek sukcesu czy niewolnik siłowni i diety?

Kult muskulatury dosyć szybko przeszedł do kultu sukcesu. Powszechne w użyciu (i przyjęte na wiarę) stały się hasła takie jak: „piękno to siła kobiety”, „atrakcyjność to warunek życiowego powodzenia”, „ludzie atrakcyjni mają łatwiej w życiu” itd. Do komponentu piękna i sukcesu dołączył aspekt zdrowia i następnie moralności. Bycie szczupłym już nie tylko dawało przepustkę w towarzystwie (jako aprobatę), ale też miało wskazywać na pozytywne cechy charakteru jak: wytrwałość, siła, samozaparcie, silna wola, determinacja, zdolność do poświęceń. Tak skonstruowana osobowość stała się obiektem pożądania wielu.

Dominujące warunki dzisiejszego rynku pracy, czyli niepewność, zmienność i nastawienie na wynik, preferują jednostki silne, szybkie, zdecydowane, łatwo się adaptujące. Cóż, te właśnie cechy zaczęły być kojarzone ze „zdrowym trybem życia”, jeśli za taki można paradoksalnie uznać chodzenie na siłownię sześć razy w tygodniu i podporządkowanie się w praktyce restrykcyjnej wysokobiałkowej diecie. Wszystko po to, aby zdobyć uznanie publiczności.

Dość dobrze oddaje szerszy kontekst pewien cytat z Kohna:

„Rozmaici profesjonaliści z różnych obszarów próbują dowieść swojej wartości (co jest zrozumiałą potrzebą) i padają ofiarą iluzji kultury audytu. Pod presją przynoszenia tylko dobrych wieści tworzą i podtrzymują iluzję sukcesu. Uważam, że to objaw wpływających na siebie nawzajem indywidualnych i społecznych ideologii, które cechuje jakaś forma symbolicznego zubożenia”.

Zdrowy tryb życia czy już healthism?

Połączenie standardów piękna, zdrowia, sukcesu i pożądanych cech charakteru stworzyło ogromny biznes, zapewniający miliardowe zyski swoim producentom (przemysł kosmetyczny i suplementacyjny). Z drugiej zaś strony wywołało jeszcze jeden proces, chyba najbardziej niebezpieczny ze wszystkich, czyli healthism.

W skrócie to zjawisko można określić jako kult zdrowego trybu życia, czyli ocenę siebie (i innych oczywiście) pod względem aksjologicznym ze względu na podążanie za zdrowymi trendami bądź nie. Osoby szczupłe i wysportowane nie są już tylko piękne, o wyższej pozycji społecznej, z pozytywnym charakterem, ale też są… moralne.

Dlaczego? Zasada jest dość prosta. Jeśli wiesz, co jest dla Ciebie zdrowe i właściwe, i jednocześnie nie spełniasz tych zaleceń, to jest to Twoja prywatna odpowiedzialność. Będąc więc otyłym bądź w jakikolwiek inny sposób nie spełniając wygórowanych standardów, jesteś osobą albo leniwą, albo nieodpowiedzialną. Niezależnie który wariant wybierzesz – jesteś niemoralny/a.

Kultura szczupłości powodem epidemii zaburzeń odżywiania

Oczywiście w konsekwencji to, co zaczęło się jako obserwowany z uwagą przez cały świat epizod w kinematografii, przemieniło się w dominujący współcześnie paradygmat. Następstwa dla zdrowia psychicznego są dramatycznie negatywne.

Choć psychologia nie jest w stanie określić szczegółowej etiologii zaburzeń odżywiania, może jednak zaświadczyć, że tym, co współtowarzyszy wszystkim zaburzeniom związanym z jedzeniem, jest bardzo niska samoocena osób na nie cierpiące. Osoby takie dodatkowo posiadają pewien perfekcjonistyczny rys, który w połączeniu z nieustającą frustracją niemożności osiągnięcia odrealnionych standardów kultury szczupłości, jawi się jako idealne podłoże pod nieuświadomiony, że przecież powinniśmy być wszyscy naturalni i akceptować to jacy jesteśmy, jednakże ta „naturalność” ma być efektem głębokiej ingerencji i zmiany dokonywanych w nas samych.

Czytaj również:

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *